niedziela, 20 maja 2018

Konkurs nr 132

Kiedy zaczynałam swoją pracę w księgarni, wciąż się jeszcze ucząc w szkole księgarskiej, dawno, dawno, dawno temu... ;-) rynek wydawniczy i księgarski tak bardzo się różnił od obecnego, że aż trudno by mi było to nawet tutaj opisać. Obawiam się, że najmłodsze pokolenie nawet by nie zrozumiało niektórych aspektów funkcjonowania tych rynków, na przykład: Dlaczego ani jak to mogło się w ogóle udawać w czasach braku absolutnie wszystkiego? [ale jak to „brakowało wszystkiego”? co to znaczy?] Reglamentowany papier? Ustalane nakłady? Ograniczanie wydawanych w roku nowości? Albo idźmy jeszcze dalej: Wydawanie literatury „zgniłego Zachodu” podlegało bardzo surowej cenzurze? Ale dlaczego??? O szaleństwie „polowania” na książki w księgarniach nawet nie wspomnę... Cóż... tak to jednak było*.

Było jednak coś, co mimo tej siermiężności, mimo niekoniecznie idealnego wyboru wydawanych autorów czy powieści, podobało mi się bardzo. Tak bardzo, że nawet dziś namiętnie odwiedzam i buszuję w antykwariatach za poszczególnymi wydaniami literatury, gdziekolwiek jadę w Polskę. A co ciekawsze: nawet i na świecie ten aspekt polskich wydań książek wciąż wzbudza zainteresowanie. Wiele powieści, nawet tych tzw. „klasy B”, było projektowanych i ilustrowanych, i to nie przez byle kogo! Tak, zwyczajne powieści były okraszane świetnymi grafikami! I były to nazwiska z samego graficznego piedestału, jeśli mogę to tak ująć. Stanny, Lenica, Młodożeniec, Tchorzewski, Starowiejski, Sopoćko, Witz, Zbijewski, Kilian, Flisak, Butenko, Rychlicki, Strumillo, Wilkoń, Szancer... Nie wymienię ich wszystkich, to baaardzo długa i jakże wspaniała lista! Ale każdy kto kocha książki, ma albo u siebie, albo widział te pieczołowicie zaprojektowane i ilustrowane wydania ma półkach biblioteczki rodziców czy dziadków. Cudne! Po prostu!

Dziś taki sposób wydawania literatury, zwłaszcza tej tzw. „szybkiej” [kryminały, romanse, thrillery, sf... czyli literatury czysto rozrywkowej], to jednak rzadkość, a przynajmniej najczęściej właśnie tak jest – ma być szybko i tanio, a ilustracje kosztują, no i nie tworzy się ich z dnia na dzień. Ilustrator potrzebuje czasu na zapoznanie się z treścią, na rozmowę z autorem czy redaktorem prowadzącym w przypadku tłumaczenia, na zaplanowanie i rozwinięcie koncepcji, na przygotowanie najpierw szkiców dla wydawcy do zatwierdzenia kierunku/stylu/pomysłu, no i potem - przede wszystkim - czasu na spokojną ich realizację. To przedłuża i - nie czarujmy się - podraża koszta ogólne wydawanego tytułu, co nie jest mile widziane w budżecie wydawcy. Dlatego serce się raduje, gdy jednak znajdują się wydawcy, którzy nie żałują ani czasu, ani finansów, by książkę „dopieścić”, nawet gdy nie jest to „literatura wyższa”.

Po tym przydługim wstępie, kto wytrzymał ;-D niech się czuje zaproszony do udziału w kolejnym konkursie książkowym. W majowym wydaniu, z numerem 132, mam pięć egzemplarzy nowości: bogato zilustrowanej przez Piotra Herlę Inwazji porywaczy ciał Jacka Finneya na rozdanie. Powieść ma 21 rozdziałów i tyleż stylowych ilustracji! Sądzę, że to wznowienie ucieszy miłośników powieści fantastycznej, a przy okazji zaciekawi też nowych czytelników lubujących się w grozie. Inwazja... znana jest głównie z adaptacji filmowych [pierwsza była zrealizowana już rok po premierze powieści!], ale zapewniam, że powieść warto też znać. Czysta rozrywka! Oczywiście, jak ostatnimi czasy, do przesyłki będą dodane inne, „niespodziankowe” książki do poczytania, również z gatunku grozy, i również ilustrowanych! Sponsorem jestem ja :-) Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. Czas: do piątkowej północy. Ogłoszenie zwycięzców: w ostatnią sobotę miesiąca. Zapraszam!





- - - - -
* Czy tak było lepiej, czy gorzej, pozostawiam waszym ocenom i rozmyślaniom... ;-)

niedziela, 6 maja 2018

876. Wycieczka


Wolny dzień 01 maja spędziłam z przyjaciółmi [dziękuję!!! :-D ] na sentymentalnej wycieczce do Międzychodu, pięknej nadwarciańskiej miejscowości, leżącej około 70 kilometrów od Poznania, w przyrodniczo cudownym regionie Wielkopolski. A korzystając z faktu, że mieliśmy samochód, nadarzała się okazja zobaczenia również mniej dostępnych turystom wiejskich okolic miasteczka. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej w Mniszkach. Nie, nic tu się ciekawego akurat nie działo ;-D a właściwie to zupełnie nic się nie działo! Było sennie i cicho, ale byliśmy ciekawi zapowiedzi: „To założony w wyremontowanych, zabytkowych budynkach folwarcznych ośrodek, w którym można zobaczyć warsztaty pokazowe ginących zawodów - kowalski, bednarski, szewski, garncarski, wikliniarski, stanowisko pszczelarza, sprzęty gospodarstwa domowego, dawną szkołę czy skład kolonialny oraz poznać przyrodę Doliny Kamionki”. Rozprostowaliśmy kości, pochodziliśmy i pozaglądaliśmy w kąty folwarcznych budynków, podziwialiśmy potężne drzewo tuż przed salą edukacyjną... i tyle ;-) Czy warto było? Na pewno! Mieszczuchom nawet komary się podobają, gdy przebywają z dala od industrialnych hałasów! ;-)


Ruszyliśmy do Międzychodu – jak się okazało, równie sennego miasteczka w ten wolny dzień... Wszędzie cicho, wszystko pozamykane, nawet kawiarenki nieczynne – ale taki to urok małych mieścinek. Za to jezioro [zwane Miejskim] pokazało całe swoje piękno, a wędkarze zapraszali, by się do nich przyłączyć. Nacieszyliśmy się leniwym spacerkiem, czystym powietrzem i lekkim wietrzykiem, chwilą bez deszczu, a ponieważ żadne z nas nie spieszyło się do Poznania, do codzienności, postanowiliśmy ruszyć dalej.


15 kilometrów dalej jest Sieraków! Jako dzieciak spędzałam tu, chyba dwa lata z rzędu, jeśli mnie pamięć nie myli, letnie wakacje. Kiedyś, w czasach PRL, duże zakłady pracy miały swoje domki w ośrodkach wypoczynkowych w atrakcyjnych przyrodniczo regionach Polski. Korzystali z nich regularnie, w czasie całego sezonu - aż do zamykającego sezon weekendu, zwanego „grzybobraniem” ;-) - szeregowi pracownicy. Jest tu też co zwiedzać, np. Muzeum Zamek Opalińskich, synagogę, czy bliżej centrum kościół pobernardyński z przylegającym pięknie zagospodarowanym parkiem.


Bardzo blisko Sierakowa [osiem kilometrów] na swoje badawcze tereny zaprasza Ośrodek Edukacji Przyrodniczej w Chalinie. „Głównym zadaniem [ośrodka] jest prowadzenie edukacji przyrodniczej dla dzieci i młodzieży, ale odbywają się tu również liczne kursy, warsztaty, konferencje, spotkanie integracyjne i inne. Ośrodek tworzy: odrestaurowany stary dwór, nowo wybudowana baza noclegowa, park przydworski oraz kilkuhektarowy teren pełniący funkcję dydaktyczno-rekreacyjną”. Do ośrodka prowadzi wysadzona m.in. starymi odmianami jabłoni bita droga. Jest tu też ośrodek astronomiczny z teleskopem Newtona. Ponownie, nic tu się akurat w wolny dzień nie działo ;-) ale warto było podjechać i przejść się oznaczonym szlakiem w okolicznych, upstrzonych małymi polodowcowymi jeziorkami lasach. A na ostatnim zdjęciu - w porównaniu z malutkim domkiem z Botanika, który pokazywałam w poprzednim poście - tutaj zbudowano prawdziwy, wielki hotel dla owadów! Piękne! :-) Polecam uwadze!

sobota, 28 kwietnia 2018

875. Rozdanie nr 131

Wiecie, że wiosna przyszła... i to błyskiem?! ;-) Jednego dnia drzewa były gołe, kolejnego już się pyszniły szaro-zielonymi pączkami, by po weekendzie nagle wybuchnąć kwieciem! I to wszystkie roślinki naraz, na zasadzie: „kto pierwszy, ten lepszy” - kasztany, bzy, derenie, bratki, tulipany, judaszowiec, piwonie, konwalie, nawet azalie! No takiego tempa chyba Pani Wiosna jeszcze nie miała ;-D Botanik przywitał mnie dziś koncertowo - śpiewem kosów głównie; zapachami - bez lilak! ale i „seledynowością” świeżutkich listków na drzewach, białym i różowym kwieciem na jabłoni, śliwie, pigwowcu... Bajka! :-D

- - - - - - -

Ale dziś oczywiście nie wiosna najważniejsza ;-) Jak zobaczycie na poniższej fotce...


...jest już po rozdaniu nr 131. Zwycięzcami są dwie osoby:

- - - Izabela
- - - jagnieszka

Serdeczne gratulacje! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

niedziela, 22 kwietnia 2018

874. Konkurs nr 131

Leniwa niedziela, piękna pogoda za oknem, czas wystawić blady pyszczek na słoneczko... ;-D Zanim to zrobię, ogłoszę kolejny konkurs książkowy - nr 131. Tym razem mam dwa pakiety na rozdanie - widać je na zdjęciu u góry. Jest kryminał, jest wzruszająca powieść, jest i ciekawy, bardzo ładnie wydany reportaż/opowieść - dla każdego coś miłego. W kwietniowych paczkach zwycięzcy znajdą jeszcze małe co nieco ;-) Sponsorem kwietniowego rozdania jestem ja! Kto chętny, niech się wpisuje w komentarze pod tym postem. Macie czas do najbliższej piątkowej północy, a w sobotę 28 kwietnia ogłoszę, do kogo zapuka listonosz. Zapraszam!

sobota, 31 marca 2018

Życzenia


Wiosny w sercu
życzy M.
:-)



- - - - -
zdjęcie: @JohnnaHolmgren

873. Rozdanie nr 130

Ostatni dzień miesiąca, sobotni (niemal)poranek ;-) czas na wiosenne rozdanie książkowe. W pakiecie są trzy książki (Drwale Annie Proulx + Żyj lagom Anna Bronek + Okrutny szlak Gay Salisbury, Laney Salisbury), chociaż w paczce, którą przyniesie listonosz, będzie jeszcze małe co nieco do poczytania. Sponsorem rozdania nr 130 jestem ja :-) A listonosza może oczekiwać...

- - - Beata Kandzia

...której serdecznie gratuluję! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

niedziela, 25 marca 2018

872. Konkurs nr 130 - wiosenny

Czas na comiesięczny konkurs książkowy. Pod koniec marca, już na powitanie wiosny, mam dla was pakiet, jak na zdjęciu:

- - Drwale – Annie Proulx
- - Żyj lagom – Anna Brones
- - Okrutny szlak – Gay Salisbury, Laney Salisbury

Annie Proulx, amerykańska pisarka, laureatka nagrody Pulitzera i National Book Award w 1994 roku za wzruszającą, mądrą powieść Kroniki portowe. Ta historia oraz jedno z jej opowiadań - Tajemnica Brokeback Mountain - zostały z powodzeniem zekranizowane. Śmiało mogę polecić zarówno książki, jak i filmy. Najnowszą powieść autorki, Drwale, wydało poznańskie wydawnictwo Czwarta Strona [prawa do wcześniejszych powieści tej autorki ma Rebis, wydawnictwo również z Poznania], które zadbało o piękną oprawę graficzną - samo zresztą oceńcie, jak cudna jest ta okładka :-)

Jako dodatek w pakiecie jest poradnik Anny Brones - autorki przeuroczej małej książeczki o fika, czyli szwedzkim zwyczaju delektowania się kawą z przyjaciółmi :-) – jednak tym razem opowiada o równowadze w życiu i jak ją osiągnąć.

Ale w moim odczuciu najważniejszą książką tego pakietu jest Okrutny szlak. Kiedyś o niej pisałam [o tutaj -> KLIK], to jedna z moich ukochanych książek, czytałam ją już wiele razy, zwykle w okresie późnozimowym, w czasie trwania wyścigu Iditarod [który notabene właśnie się skończył ;-) Tutaj są tabele wyników, filmiki, opisy, wywiady... KLIK]. I za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie. Od razu muszę zaznaczyć, że ta jedna książka z pakietu nie jest nowa, wyszukałam ją w małym antykwariacie, ale jest w naprawdę doskonałym stanie - zresztą nie okładka, nie stan się liczy, a treść, czyż nie? ;-) A może znajdzie się wydawca, który ją wznowi? :-D Raczej nie byłby to „stutysięcznik”, ale sądzę, że to wznowienie ucieszyłoby niejednego miłośnika pasjonujących historii.

Kto chętny, niech się wpisuje w komentarze pod tym postem - zapraszam serdecznie! Tradycyjnie macie czas do najbliższej piątkowej północy, rozdanie odbędzie się w sobotę, ostatni dzień marca.