piątek, 8 grudnia 2017

861. Czasem coś zaboli bardziej...

Foto © Tiny Olive

Kilka dni temu, we wtorek, leżę sobie przykuta do łóżka pierwszym zimowym, solidnym przeziębieniem/grypą i planuję podbój wszechświata... wróć! ;-D Pardon, to ta temperatura miesza mi wciąż w głowie! ...no więc planuję, jakby tu przyozdobić pokój w gwiazdki z nieba ;-D żeby poczuć świąteczny nastrój, kiedy za oknem zaczyna się hałas. To ponoć normalne, co potwierdzają domownicy – nie słyszę tego, bo zwykle o tej porze jestem daleko stąd, poza miastem, w pracy, jednak tego dnia mierzyć się musimy z nowym dźwiękami... :-/ Coś jakby motorynka? Ale zimą ktoś by jeździł? Jakiś silnik... Czy to piła??? I ludzki głos za oknem, na wysokości mojego trzeciego piętra??? Co, u licha???

Jakiś czas temu, a właściwie to już chyba kilka razy pokazywałam wam przepiękny wysoki świerk przy moim oknie, w którego gałęziach mieszka kilkupokoleniowa już rodzina srok. Drzewo ma ponad trzydzieści lat [wiem to, bo mieszkam tu ponad trzydzieści lat, a sąsiadka posadziła je zaraz po wprowadzeniu, a już wtedy to drzewko przecież roczne nie było...], jest strzeliste, zdrowe, obsypane dorodnymi szyszkami, wysokością sięga czteropiętrowego bloku... a raczej sięgało!!! Bo nowa rodzina, która zamieszkała w tym roku na parterze, postanowiła zabawić się w obecnego ministra – nomen omen – Sz. i ten cudny świerk po prostu ściąć!!! Co za barbarzyńcy!!!!! Nie rozumiem tego postępowania, tego pędu niszczenia wszystkiego co żywe wokół. Panowie się promiennie uśmiechali podczas pracy, a kiedy czubek drzewa, wraz z gniazdem srok, spadł na ziemię, to w rękach tylko kieliszków z szampanem im brakowało!!! Nie lubię ludzi, czasem wręcz nie cierpię ludzi! Są jak zaraza dla tej planety :-/ [łącznie ze mną... ;-) żeby nie było! należę do tych o radykalnych poglądach „zielonych”]. Eh! Został tylko łysy kikut, który pewnie lada dzień koparka będzie usuwać... i straszna pustka :-( Co za ludzie... :-/ I cały czar świąt prysł...

No więc mija kolejny dzień, a ja wracam do planów podboju... wróć!!!

środa, 6 grudnia 2017

860. Rozdanie nr 126 - Mikołajki!

Mikołajki! Nareszcie! ;-D A byliście chociaż grzeczni? Pewnie że tak! A co tam ciekawego znaleźliście w butach z samego rana? Rózgę czy łakocie? Cóż, ja się przyznam, że podmówiłam się Mikołajowi o marcepanowy chlebek w czekoladzie*, bez którego nie wyobrażam sobie świąt ;-) i dostałam!!! Mniam! Jak dziecko... ;-) Lata temu, w czasach kryzysu, gdy byłam mała i bardzo łasa na słodycze ;-) to był zawsze taki „powiew Zachodu”, bo to zdaje się niemiecka tradycja i niemiecki wynalazek jest. I rzeczywiście, muszę przyznać, że ich produkcja jest najpyszniejsza ;-)

Wróćmy jednak do konkursu książkowego nr 126. Jak już widać na załączonym obrazku mikołajkowy pakiet książkowy z opowieściami Mademoiselle Oiseau, z niespodziankami ode mnie, poleci do...

- - - bluuu

Gratuluję serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.



- - - - - - - - -
* Jak zawsze – nic konkretnie nie reklamuję, pokazuję tylko, co ja sama lubię ;-) Te łakocie są do kupienia m.in. w sieci Lidl lub w wersji exclusive: można sobie sprowadzić Mozartkugel, oryginały, marcepanowe kuleczki prosto z pierwszej, najstarszej manufaktury w Salzburgu w Austrii. Polecam spróbować, choć raz w życiu. Zapewniam, że warto ;-)

piątek, 1 grudnia 2017

859. Konkurs nr 126 - mikołajkowy

I oto nastał nam grudzień, magiczny zimowy miesiąc! Od rana w Poznaniu sypał sobie lekko śnieżek! Czego chcieć więcej? ;-) Jest cudnie! I tylko nie ma minusowej temperatury, żeby ten śnieżek choć trochę poleżał... Dziś otwarcie dorocznego trzydniowego Festiwalu Sztuki i Przedmiotów Artystycznych na terenie MTP. W weekend na Starym Rynku uroczyście ma się rozpocząć Betlejem Poznańskie. O godzinie 17.00 zabłysną tysiące lampek na choince przed Ratuszem oraz zupełnie nowe, zaprojektowanie na zlecenie miasta iluminacje świetlne w całym Poznaniu. Bardzo jestem ich ciekawa! :-D Po kilku latach wciąż tych samych, chociaż bez wątpienia pięknych światełek, cieszę się, że pojawi się coś nowego. Na Starym Rynku oprócz cieszących się dużym zainteresowaniem i znanych już wszystkim stałych i nieodłącznych punktów jarmarku, takich jak szopka bożonarodzeniowa, Dzwonek Życzeń czy Poczta Gwiazdora, pojawią się nowe i równie atrakcyjne – jak choćby Mikołaje na motorach! ;-D A weekend później, w dniach 09-10 grudnia, Stary Rynek stanie się areną zmagań artystów rzeźbiarzy w lodzie, którzy zjadą do Poznania z najdalszych zakątków świata na Stihl POZnań Ice Festival. Aaaaa! Super! Tyle ciekawych imprez się szykuje... Widziałam, że działa już też lodowisko nad jeziorem Malta... Na Śródce przyuważyłam rano, gdy jechałam do pracy, świetlne anioły rozwieszone między kamienicami. Koniecznie muszę podjechać i zrobić fotki. Luuuuubię ten okres!

I żeby ten wspaniały, podniosły nastrój utrzymać jak najdłużej, ogłaszam niniejszym pierwszy grudniowy konkurs, z numerem 126 – „mikołajkowy”. Na rozdanie mam jeden pakiecik dwóch tomów opowieści Mademoiselle Oiseau. To starannie wydane, cudnie ilustrowane historie o przyjaźni, marzeniach, dorastaniu i bajkowej paryskiej modzie. Autorka, Andrea de la Barre de Nanteuil, zawodowo zajmuje się modą jako specjalista PR, a Lovisa Burfitt to jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. O książeczkach można poczytać na stronie domowej Wydawnictwa Literackiego, o tutaj -> KLIK. Sponsorem nagrody jestem ja :-)


Można się już wpisywać w komentarze pod tym postem. A czasu jest tym razem mało, bo tylko do północy 05 grudnia. W środę 06 grudnia, w Mikołajki, ogłoszę, do kogo polecą książeczki. Zapraszam! :-)

sobota, 25 listopada 2017

858. Rozdanie nr 125

Nie przesadzę jeśli powiem, że wczoraj ze skrzynki mailowej wyrzuciłam jakąś setkę ofert ze sklepów... :-/ „Black Friday” w natarciu! A nawet „Black Weekend” – jak mnie niektórzy donośnie informowali. :-/ Aaaaa!!! Nie!!! Jest jeszcze „Cyber Monday”! Jak możesz tego nie wiedzieć?! ;-D Przypuszczam, że nawet jeśli miałabym wieeeeelki worek pieniędzy, nie wystarczyłoby to na te wszystkie proponowane rzeczy, no i gdzie bym je miała schować w tym moim maleńkim pokoiku??? A przecież kosztują „jedyne 99 złotych i 99 groszy!!! Kupuj! Kupuj! Kupuj! Musisz to mieć!!!”. :-/ Też tak mieliście, co? Pomyślałam sobie, ile osób dało się „napędzić” na te zakupy, a jestem pewna, że sporo – codziennie po pracy wracam do domu niby nie centrum miasta, ale obok największego poznańskiego centrum handlowego. Roiło się tam od ludzi!! Z tramwajów wysypywały się setki kolejnych chętnych stracić co nieco pieniędzy... A co się działo w całym Poznaniu? A w necie??? Co za świat! :-/ W takie dni mam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie ;-)


Ale mamy tutaj ważniejszą rzecz do ogłoszenia ;-) Jak widać na załączonym obrazku, już po rozdaniu. Pakiecik książek poleci do…

- - - Zuzanka

Gratuluję serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

Już za momencik zacznie się grudzień i, mam nadzieję, że Pani Zima się postara, aby ten piękny miesiąc rozpoczął się przytupem – zwanym śniegiem ;-D – i potem miał odpowiednią, mroźną i uroczystą oprawę, najlepiej aż do końca zimy. Bardzo na to czekam! Od siebie zaproszę na tradycyjne dwa grudniowe książkowe konkursy – pierwszy, w okolicach 6 grudnia, „mikołajkowy” dla dzieci oraz drugi, w okolicy 25 grudnia, jubileuszowy. Mój „kawałek internetowego tortu”, zwany Zacisze wyśnione..., kończy 10 lat! Sama nie wiem, jak i kiedy ten czas tak szybko minął... Na razie nie zdradzę, jakie książki się znajdą w konkursach ;-) ale już dziś zapraszam!

niedziela, 19 listopada 2017

857. Konkurs nr 125 - „Sierotka”

Zdjęcie © moje ;-)

Listopad to miesiąc chyba najbardziej ponury w roku – pogoda się gwałtownie zmieniła, a wraz z nią nasze nastroje, samopoczucie... Wczoraj wybrałam się do Ogrodu Botanicznego, bo gdybym nie wyszła z domu, to bym na 100% została w łóżku pod kołdrą ;-) Słodkie lenistwo! Ale spacer ogrodowymi alejkami dodał mi ciut energii, a potem, w centrum miasta, widok „niemieckiej” części Betlejem Poznańskiego, które od wczoraj już działa, dodał nieco radosnego nastroju. Ładny ten mój Poznań jest ;-) zabiegany, chaotycznie rozkopany, wiecznie w remontach, hałaśliwy, ponuro-szaro-bury, ale mój ;-)

Zdjęcie © „GW”

Czas rozpocząć konkurs nr 125. W listopadzie to tradycyjne „sierotki”, a właściwie tym razem to jest jedna „sierotka” do rozdania, z marca 2016 roku. Na fotce poniżej widać, co dostanie jedna chętna osoba [choć to nie wszystkie książki ;-) w paczce będzie kilka niespodzianek]:

- - - Åke Edwardson Wołanie z oddali
- - - Mary Shelley Frankenstein
- - - Deborah Moggach Tulipanowa gorączka
- - - Irvine Welsh Trainspotting Zero


Baaardzo zróżnicowana oferta czytelnicza ;-) ale komu się podoba, zapraszam do wpisywania się w komentarze pod tym postem. Jak zawsze macie czas do najbliższej piątkowej północy, a w przyszłą sobotę ogłoszę, do kogo zapuka listonosz z wielką paką książek ;-) Zapraszam!

sobota, 28 października 2017

856. Rozdanie nr 124

Wietrzna i deszczowa, ponura pogoda za oknem całkiem nie zachęca do spacerków, ale ja się dziś wybrałam za namową – opatulona po nos, w parasolką w garści – na „wełniane łowy” z przyjaciółką. Oczywiście ja nie umiem nic zrobić, to już wiecie - ręce niesprawne :-/ ale E. jest mistrzynią szydełka! W pewnym ciekawym sklepie w Poznaniu, gdzie można pogadać, pożartować, co nieco się dowiedzieć/nauczyć ;-) od przemiłej właścicielki, a także obejrzeć, pomacać, a następnie zakupić cudną wełnę z firmy Drops* miały być spore przeceny przy okazji czyszczenia półek. E. nie mogła się oprzeć reklamie, a ja za nią idę jak w dym ;-) zwłaszcza że miałam przyobiecany dwukolorowy, haftowany szklanymi koralikami szalik na zimę [a taki mi w głowie powstał, miałam sobie wybrać kolorki i rodzaj wełny - alpaka! - a E. obiecała spełnić marzenie ;-) ]. Niestety! Jak to w życiu bywa – sklep był dziś, a nawet będzie w poniedziałek i wtorek zamknięty! I tak obiłyśmy sobie tylko nosy o szybę w zamkniętych drzwiach... Namówiłam zatem E. na pyszne, słodkie latte dyniowe [jak na zdjęciu] i ploteczki. Miły poranek, mimo zawiedzionych nadziei! ;-)

= = = = = = =
* Absolutnie nic nie reklamuję, zwyczajnie odnotowuję fakt, a jeśli kto poszuka, pomaca i skorzysta, to z korzyścią dla niego! ;-D

* * *


Jak już widzicie na fotce u góry, książki z konkursu nr 124 rozdane. Nowe przygody Flawii [plus niespodzianki] będę już za niedługo cieszyły poniższe osoby:

- - - Sylwia Jamrozik
- - - weronka
- - - Barbara Danielska
- - - Pasje Violi
- - - Promyk

Gratuluję szczęśliwcom serdecznie! :-)
Dołączam jeszcze jak zawsze obowiązkowy przypisek ode mnie: „Będę potrzebowała podstawowe dane do wysyłki. U dołu strony znajduje się mój adres mailowy [wraz z regulaminem konkursu], na który poproszę je podesłać. Jednocześnie zapewniam, jak zawsze wielokrotnie podkreślając!, że nigdy nikomu nie przekazuję adresów swoich Czytelników – wykorzystuję je wyłącznie do wysyłki książek z danego konkursu”.

A za miesiąc, w listopadowym konkursie z numerem 125 tradycyjne, rokroczne „sierotki”! ...a właściwie to jedna „sierotka” z marca. Do wygrania będzie kryminał Åke Edwardsona i zbiór dowcipów z tamtego konkursu plus kilka dodatkowych książek ode mnie na poprawę humoru. Zapraszam już dziś! ;-)

sobota, 21 października 2017

855. Konkurs nr 124 - Flawia de Luce

© by daria khoroshavina – polecam jej stronkę - dziewczyna tworzy cudowne cinemagrafiki! A tu stronka twórców tej techniki -> KLIK :-)

Lubię jesień, tę ciepłą, słoneczną, i tę deszczową też. Nie przeszkadza mi to, a wręcz nastraja radośnie ;-) Często, całkiem jak dzieciak, siedzę z nosem przylepionym do szyby okiennej i obserwuję spływające krople deszczu. To też potrafi być piękne! Poza tym jak większość chyba lubię, gdy cały świat roślin zmienia swoje kolory, nawet słońce postanawia wyzłocić swoje promyczki i nadać ten specyficzny, ciepły koloryt wszystkiemu co nas otacza. To taki czas, gdy owinięta po sam nos ciepłym szalem mogę podziwiać wygłuszające dźwięki, porannej mgły nad Wartą [codziennie około 6.30 wsiadam w autobus blisko rzeki, więc okazji mam bez liku ;-) ], albo pójść na spacer do lasu i poskakać w stertach suchych liści. No pięknie jest, po prostu! Warto spróbować... ;-)

W tym miesiącu byłam dwa razy w kinie – jak już dawno nie bywałam!, ale okazja ku temu była szczególna. Bardzo przez wszystkich miłośników kina oczekiwana premiera „Blade Runner 2049” i w ramach „Wydarzeń” w Multikinie 51 – koncert Pearl Jam, sentymentalny powrót do muzycznej fascynacji z młodości, trochę przegadany, ale jakże żywiołowy ;-) O kontynuacji kultowego „Blade Runner” z 1982 roku w sieci jest mnóstwo, na pewno czytaliście już i recenzje, i obejrzeliście wszelkie zajawki, jeśli tylko lubicie kino. Ja muszę ten film obejrzeć sobie raz jeszcze, bo szłam do kina tak naładowana emocjami, z tak wielkimi oczekiwaniami, tak bardzo skupiłam się na treści, że obawiam się, że ominęło mnie bardzo wiele, albo... ten film jest tak bardzo naszpikowany znaczeniami, tajemnicami, niedopowiedzeniami, a do tego te niesamowite wręcz, dech odbierające obrazy, powolny sposób opowieści [który mnie akurat bardzo przypadł do gustu], monumentalna, a właściwie pompatyczna i niekiedy niestety przeszkadzająca muzyka... że wychodząc z kina, czułam się przytłoczona. Jednak w ogólnym odczuciu jestem jak najbardziej na tak, to udana kontynuacja absolutnie genialnego jak dla mnie pierwowzoru, ze znakomitą obsadą. Wizualnie majstersztyk! Na zachętę kilka kadrów z filmu poniżej: ;-)


A na zakończenie przechodzimy do sedna tegoż postu ;-) czyli do książkowego konkursu nr 124. Kto chce nową powieść Alana Bradleya??? Oto dalsze przygody rezolutnej Flawii, tym razem z dala od rodzinnego domu, za oceanem, w Kanadzie, w Żeńskiej Akademii panny Bodycote – szkole z internatem, do której została „wygnana”, a gdzie niegdyś uczęszczała także jej mama, Harriet. Brzmi intrygująco, prawda? A do tego ten tytuł: „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni”! Cudo! Premierowo mam dla Was aż pięć wciąż pachnących farbą drukarską egzemplarzy do rozdania. Wszystkich chętnych proszę o wpisywanie się w komentarze pod tym postem. Macie czas tradycyjnie do najbliższej piątkowej północy, rozdanie w ostatnią sobotę października. Zapraszam!